
Europejska Noc Muzeów
Dwudziesta edycja i jeden wieczór na własną trasę po mieście: ponad dwadzieścia instytucji otwartych po zmroku, wstęp bezpłatny. Między wystawami rozmowy z kuratorami, otwarte pracownie i krótkie koncerty.
- Kiedy
- sob., 16 maja 18:00
- Gdzie
- Ponad 20 instytucji, Całe miasto
- Cena
- Wstęp wolny
Zamiast próbować zaliczyć całe miasto, wybraliśmy Filharmonię i zostaliśmy w niej dłużej. Tej nocy biała bryła nie była oprawą koncertu — sama stała się częścią programu.
Ludzie nie przechodzili przez budynek. Zatrzymywali się w nim.
Z notatnika redakcji
Trasa prowadziła przez foyer, galerie i spiralne schody. Pomiędzy zwiedzającymi pojawiały się rzeźby, instalacje oraz przedpremierowa wystawa, a zwykle uporządkowane wnętrze zaczęło działać jak otwarta miejska przestrzeń.
Najciekawsze było zderzenie codziennego ruchu z obiektami przygotowanymi do spokojnego oglądania. Ludzie zatrzymywali się, wracali do prac i rozmawiali o nich bez muzealnego dystansu.

Obrazy, które nie chcą odejść. Noc Muzeów w Filharmonii
Tej nocy nie chodziło o koncert. Filharmonia stała się częścią wystawy.Zwiedzający przyszli zobaczyć budynek od środka, a trafili na przedpremierowy pokaz „Haunting of Painting”, wystawy o obrazach, estetykach i tematach, które nieustannie powracają.

Tej nocy przyszło się tu nie po muzykę
Kilka godzin wcześniej był tu koncert. Po zmroku Filharmonia zmieniła się w pionowe muzeum, a publiczność sama wyznaczała trasę zwiedzania.O 21:00 otwarto drzwi. Bez biletów, bez wyznaczonego początku i bez jednej właściwej kolejności. Jedni od razu szli ku galerii, inni zatrzymywali się na schodach, zaglądali za balustrady i oglądali znany budynek jak po raz pierwszy.
Białe ściany, szerokie biegi schodów i wijące się przejścia przestały być drogą prowadzącą do sztuki. Stały się jej oprawą. Architektura porządkowała ruch, lecz nie narzucała tempa. Każdy układał własny wieczór.
Głównym punktem programu był przedpremierowy pokaz „Haunting of Painting”. Wystawę można było zobaczyć przed oficjalnym wernisażem, w szczególnej chwili: wśród ludzi, którzy przyszli zarówno po sztukę, jak i po samą możliwość wejścia do Filharmonii nocą.

Tej nocy Filharmonia nie była wyłącznie miejscem prezentacji sztuki. Sama stała się częścią wystawy.

Obrazy nie wracają same
Powracają razem z pamięcią, językiem i pytaniami swoich czasów. Właśnie temu przyglądała się wystawa przygotowana według koncepcji Michała Knychausa.Tytułowe „nawiedzanie” nie oznaczało efektu grozy. Chodziło o obecność dawnych estetyk, gestów i tematów w sztuce współczesnej, czyli o obrazy, które wydają się znajome, choć wracają już w innym świecie.
Hauntologiczna perspektywa pozwalała czytać tradycję nie jak zamknięte archiwum, lecz jak żywy materiał. Pamięć spotykała się tu z technologią, środowiskiem i napięciami społecznymi, a malarstwo odzyskiwało stare kody po to, by mówić nimi o teraźniejszości.
W pokazie uczestniczyły osoby związane z Wydziałem Malarstwa i Praktyk Kuratorskich Akademii Sztuki w Szczecinie oraz wybrani absolwenci. Nie była to szkolna prezentacja nazwisk, tylko wielogłosowa opowieść o tym, dlaczego pewnych obrazów nie potrafimy zostawić za sobą.

Wystawa, którą oglądało się całym budynkiem
Malarstwo wychodziło poza płótno. Przyjmowało postać obiektu, instalacji i przestrzennej sytuacji, którą trzeba było obejść, minąć albo zobaczyć z góry.Najmocniejsze prace nie kończyły się na krawędzi ramy. Czarny koń przecinał jasne wnętrze jak zatrzymany kadr, półprzezroczyste formy łapały światło, a obrazy prowadziły dialog z rytmem ścian i prześwitów.
Z antresoli ekspozycja układała się w kompozycję. Z bliska rozpadała się na materiały, faktury i ślady pracy ręki. Zmiana punktu widzenia nie była dodatkiem do zwiedzania. Była jego podstawowym narzędziem.
Filharmonia okazała się dla tych prac czymś więcej niż neutralnym tłem. Jej monumentalna biel wzmacniała kolor, spiralne schody dopisywały ruch, a kolejne poziomy pozwalały oglądać jedno dzieło na kilka różnych sposobów.

Publiczność dopisała wystawie ruch
Noc Muzeów zniosła dystans typowy dla wernisażu. Zamiast jednej branżowej publiczności pojawiło się całe miasto. Jedni wpadali na chwilę, inni zostawali godzinę albo do ostatniego wejścia.Galeria nie była tej nocy cicha. Ludzie oglądali prace w grupach, wracali do nich, komentowali i przepuszczali kolejnych zwiedzających. Rozmowy nie przeszkadzały wystawie. Tworzyły jej puls.
Bezpłatny wstęp zmienił także ekonomię uwagi. Nie trzeba było zobaczyć wszystkiego ani uzasadniać swojej obecności. Można było wejść z ciekawości, zatrzymać się przy jednym obiekcie i pójść dalej. Właśnie ta swoboda otwiera sztukę skuteczniej niż najbardziej uroczyste zaproszenie.
O północy zakończył się program, ale nie historia wystawy. Oficjalny wernisaż odbył się 28 maja, a „Haunting of Painting” pozostało w Filharmonii do 28 czerwca. Noc Muzeów była jej pierwszym, najbardziej nieprzewidywalnym spotkaniem z publicznością.